Jak ograniczyć picie kawy?

kawa-naturalna

Kawa. Wielu z nas nie wyobraża sobie zacząć bez niej dnia. Bo co lepiej pomoże nam się rano obudzić, niż jej cudowny aromat? Ale na tym się zwykle nie kończy. Praca do zrobienia? Kawa. Spotkanie z przyjaciółką? Kawa. Wolne popołudnie z książką? Kawa. Zanim się zorientujemy, może się uzbierać całkiem sporo tych filiżanek. Przez kilka lat byłam osobą, dla której dzień się dobrze nie zaczął bez przynajmniej 3 kaw (a często ich liczba podchodziła pod 5). Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć, jak w końcu udało mi się ograniczyć picie kawy i może podpowiem coś tym z Was, którzy również się z tym zmagają.

CZY KAWA NAM SZKODZI?

Kawa może mieć korzystny wpływ na nasz organizm, jeśli tylko spożywana jest w rozsądnych ilościach. Zawarta w niej kofeina pomaga się rozbudzić, wspomaga pamięć i koncentrację (dlatego tak uwielbiana jest przez osoby pracujące umysłowo), a część naukowców potwierdza, że ma również działanie odchudzające (o innych jej zaletach przeczytacie tutaj). Jednak picie zbyt dużej ilości kawy w ciągu dnia może nam zaszkodzić i wie o tym każdy, kto nie potrafi sobie odmówić kolejnej filiżanki aromatycznego napoju. Jeśli zdarzy nam się przesadzić z kawą, możemy zaobserwować u siebie nerwowość, niepokój,  pobudzenie, trudności z zasypianiem, a nawet kołatanie serca. Te nieprzyjemne objawy są najczęstszymi powodami, dla których decydujemy się ograniczyć picie kawy.

KAWA – MOJA HISTORIA

Zanim Wam powiem, jak mnie się to udało, chciałabym w skrócie opowiedzieć Wam o mojej historii z kawą. Kiedy miałam 13 lat, trafiłam do kardiologa z powodu bardzo niskiego ciśnienia (80/40) i wywołanego nim złego samopoczucia. Byłam ciągle senna, zmęczona, miałam ogromne trudności z wstaniem rano z łóżka i nie miałam na nic siły. W tamtym czasie mocno trenowałam, dlatego lekarz stwierdził, że najwyraźniej mój rozwijający się jeszcze organizm nie radzi sobie z takim wysiłkiem i powinnam zrezygnować ze sportu wyczynowego. Nie miałam z tą decyzją większych problemów, bo nie robiłam sobie nadziei na specjalne wyniki – sport był raczej „zajawką” i sposobem na spędzenie czasu (zresztą krótko potem przerzuciłam się na taniec, potem był snowboard – jak to nastolatki mają). Gdy odszedł duży wysiłek związany z treningami, problemy ze zmęczeniem częściowo ustąpiły, ale ciśnienie miałam wciąż bardzo niskie. Kardiolog stwierdził, że najlepszym wyjściem na jego podwyższenie będą leki.

Na szczęście moja mama była świadomą osobą i nie chciała, żebym od tak młodego wieku systematycznie brała leki, chyba, że byłoby to absolutnie konieczne. Skonsultowała się z jeszcze innym lekarzem, który doradził, żebym po prostu piła kawę. Wiem, że to nie brzmi jak fachowa porada, ale na tamtą chwilę wydawało się to sensowne, bo dzięki temu nie musiałam pakować się w farmakoterapię w tak młodym wieku. Tym sposobem od 13 roku życia zostałam miłośniczką, a potem wręcz wyznawczynią kawy. Czułam się dzięki niej o wiele lepiej, a moje ciśnienie się unormowało.

Przez lata liceum, a potem okres studiów byłam przekonana, że tak już po prostu mam, że nie mogę funkcjonować bez kofeiny. Pogodziłam się z tym i jedna lub dwie filiżanki stały się stałym elementem mojego dnia. Niestety kawa, jak inne używki, po pewnym czasie uzależnia, a organizm się na nią uodparnia. Z czasem zaczęłam potrzebować jej coraz więcej, żeby odczuć efekt pobudzenia (a raczej po prostu nie zasnąć). Na początku tego roku doszłam do ok. 5 kaw dziennie i uważałam to za zupełnie normalne.

DLACZEGO ZDECYDOWAŁAM SIĘ OGRANICZYĆ PICIE KAWY?

Z czasem kofeina coraz słabiej mnie pobudzała i potrzebowałam kilku kaw, żeby zauważyć efekt, ale jej spożycie nie pozostawało bez wpływu na mój organizm. Często odczuwałam nieprzyjemne napięcie i pobudzenie oraz przyspieszone, wyczuwalne bicie serca. Co ciekawe, zmęczenie i senność były wciąż obecne, tyle, że w mniejszym stopniu. Kolejną sprawą były dolegliwości żołądkowe – bardzo często zdarzało mi się, że piłam kawę zamiast śniadania, a to najgorsze, co można zrobić, bo w ten sposób podrażnia ona żołądek. Często bolał mnie brzuch, ale myślę, że oprócz samej kawy miało na to wpływ mleko, które jest przecież głównym składnikiem popularnych latte.

Nigdy nie piję samego mleka, ale gdy podliczyłam ilość wypijanych kaw (także tych na mieście) okazało się, że tak naprawdę spożywałam go całkiem sporo. W dużym stopniu przyczyniło się to do nasilenia moich problemów z cerą. Wiem, że ta zależność nie występuje u wszystkich, ale u siebie ją zaobserwowałam – winne są tu prawdopodobnie zawarte w krowim mleku hormony. Jeśli natomiast chodzi o negatywne skutki dla urody samej kawy, to niestety możemy ją winić za żółknięcie zębów, które jest naprawdę uciążliwe i trudne do pozbycia się.

Nie wspominając o kosztach picia kawy na mieście (a dobrze zrobiona latte zawsze smakowała mi najbardziej). Przy częstym spożyciu naprawdę odczuwałam to finansowo i zaczęłam postrzegać jako zbędny wydatek, bo przecież dobrej jakości kawa przygotowana w domu kosztuje nawet kilka razy mniej.

Dla mnie były to wystarczające argumenty, żeby znacząco ograniczyć picie kawy.

JAK ODZWYCZAIĆ SIĘ OD PICIA DUŻYCH ILOŚCI KAWY?

Głównym argumentem za piciem kawy jest pobudzenie organizmu, które ona zapewnia. Jeśli nagle ograniczymy kofeinę, z początku możemy odczuwać większe zmęczenie i senność. Jak sobie z tym radzić?

Najważniejszą rzeczą jest oczywiście wysypianie się. Wiem, brzmi jak banał, ale jest to tak naprawdę jedyny skuteczny sposób, żeby czuć się wypoczętym. Jeśli sztucznie pobudzamy organizm, na chwilę przyniesie to efekt, ale na dłuższą metę jesteśmy cały czas w stanie przemęczenia. 7 godzin w ciągu doby to dla większości ludzi minimum, żeby się wyspać. Ja do pełnej regeneracji potrzebuję 8 godzin – tutaj tak naprawdę każdy musi wyczuć swoje potrzeby. Jeśli w nocy odpowiednio odpoczniemy, nie będziemy potrzebować stymulantów w dużej ilości.

Kolejną ważną rzeczą jest dostateczne nawodnienie. W poście o sposobach na lepsze samopoczucie pisałam o tym, że odwodnienie organizmu często objawia się nasilonym zmęczeniem. Odkryłam to na sobie jeszcze będąc nastolatką, gdy lekarka pierwszego kontaktu słysząc o moich problemach z niskim ciśnieniem i przemęczeniem dopytywała się, ile piję dziennie wody. Pewnie się nie zdziwicie, jeśli powiem, że prawie wcale. Wyrobienie nawyku wypijania jednej 1,5 L butelki w dużym stopniu pomogło mi ograniczyć dopadającą mnie w ciągu dnia senność. Dlatego jeśli czujecie nieodpartą ochotę na kawę, dobrze jest najpierw wypić szklankę wody, a potrzeba dostarczenia kofeiny często mija. Jest to jeden z powodów, dla których zaleca się picie szklanki wody od razu po przebudzeniu – świetnie redukuje ona zmęczenie.

Co jednak, jeśli mimo wszystko czujemy potrzebę dodatkowej stymulacji organizmu, kiedy chcemy się skoncentrować przy pracy lub brakuje nam energii, żeby poćwiczyć? U mnie ten problem doskonale rozwiązał żeń-szeń. Jest on świetną alternatywą dla kawy i spożywany w zalecanych ilościach daje nam podobne korzyści, a nie ma przy tym skutków ubocznych. Nie mogą go jednak stosować osoby z problemami z sercem, więc jeśli macie wątpliwości, zawsze lepiej skonsultować się z lekarzem. Długo zastanawiałam się, jaki żeń-szeń kupić, aż w końcu mama mojego chłopaka, która jest farmaceutką, poleciła mi ten włoskiej firmy Aboca. Ma formę wygodnych kapsułek, które łykamy dwa razy dziennie (raz rano i raz wczesnym popołudniem). U mnie sprawdza się świetnie i jeśli pamiętam, żeby wziąć go drugi raz (nie zawsze mam go akurat przy sobie) to zmęczenie i ochota na kawę mijają niemal całkowicie.

JAKĄ KAWĘ PIJĘ I UWAŻAM ZA ZDROWĄ?

Oczywiście, we wszystkim najważniejszy jest umiar, dlatego nie czuję potrzeby, żeby rezygnować z kawy całkowicie. Lubię jej przyjemny aromat i wprawia mnie on od rana w dobry nastrój. W tej chwili jednak piję zwykle jedną, maksymalnie 2 kawy dziennie (zdarza się to coraz rzadziej).

Największą zmianą jest jednak moja motywacja. Od pewnego czasu kawa kojarzy mi się z miłymi momentami – porannym rytuałem czy spotkaniami towarzyskimi, kiedy mam czas naprawdę się nią delektować. Przestałam ją natomiast pić z przyzwyczajenia i tylko w celu pobudzenia, bo w tym wydaniu odczuwałam o wiele więcej jej negatywnych skutków, niż korzyści.

Drugą kwestią jest to, że obecnie rzadko piję kawę na mieście. Zdarza mi się to głównie przy okazji spotkań ze znajomymi lub jeśli jestem cały dzień poza domem i nie mam dostępu do własnej kawy.

W domu piję wyłącznie kawę z kawiarki. Jakiś czas temu przestawiłam się z ekspresu kapsułkowego i odkryłam, że kawa z kawiarki smakuje mi najbardziej. Dodaję do niej zwykle mleko roślinne (mój hit to mleko kokosowe z dodatkiem syropu z agawy marki EcoMil – takie, jak na zdjęciu, tylko, że w zielonym opakowaniu) lub ewentualnie ekologiczne mleko krowie. Kawę kupuję w sklepach, gdzie jest mielona przy mnie (a niedługo pewnie zdecyduję się wreszcie na zakup młynka). W takiej wersji kawa mi bardzo smakuje, mam pewność co do jej jakości i przede wszystkim nie odczuwam wielu jej skutków ubocznych (jak wtedy, gdy piłam głównie mleko z odrobiną kawy).

Trochę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że pomogłam tym z Was, którzy bardzo by chcieli ograniczyć picie kawy, lecz im to nie wychodzi.

A jakie jest Wasze podejście do kawy? Lubicie, pijecie, czy niekoniecznie?

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply
    stylowoizdrowo
    26 lipca 2017 at 6:52 am

    Ja w zasadzie kawy nie pije, a jeśli już to naprawdę rzadko. Wydaje mi się, że picie kawy to po prostu przyzwyczajenie.

    Żeń-szenia nie próbowałam, tylko guaranę, więc muszę sprawdzić jak działa 🙂

    • Reply
      Joanna
      26 lipca 2017 at 7:48 pm

      Pewnie masz rację, ale jak ktoś pije ją już latami, to naprawdę trudno to przyzwyczajenie przerwać. Ja lubię smak kawy, więc rezygnować całkowicie bym nie chciała, ale ograniczenie ilości zdecydowanie mi służy 🙂 A żeń-szeń naprawdę polecam, jeśli miewasz spadki energetyczne – działa super!

    Leave a Reply