Jak zacząć jeść intuicyjnie + dlaczego nie jestem fanką diet

buddha-bowl

Ostatnio często słyszymy, że aby być zdrowym, trzeba koniecznie odżywiać się w określony sposób. Dieta wegańska, paleo, bez glutenu – to tylko kilka bardzo modnych ostatnio dietetycznych rewelacji. Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć, dlaczego trzymanie się jednego sposobu odżywiania do mnie nie przemawia oraz w jaki sposób nauczyłam się jeść bardziej intuicyjnie (i Wy też możecie).

Diety to bardzo popularny temat. Co rusz wychodzą nowe książki, których autorzy przekonują nas, że znaleźli ostateczną odpowiedź na pytanie, co jeść, aby być zdrowym, dobrze wyglądać i dobrze się czuć. Właściwie to się cieszę, że w ostatnich latach tyle mówi się o wpływie prawidłowego odżywiania na nasz organizm. Samo szerzenie świadomości na ten temat jest jak najbardziej na plus.

Problem polega na tym, że wiele z nas odczuwa presję, żeby jeść w określony sposób, bo skoro dla innych jest to korzystne, to dla nas też musi być. Zdarza się, że takie kurczowe trzymanie się diety staje się obsesją, a żadna obsesja nie jest zdrowa. Często odkrywamy również, że nie potrafimy i nie chcemy podporządkować życia jednej filozofii jedzenia. Czasem chcemy zjeść coś po prostu dlatego, że mamy na to ochotę. Ale przecież chcemy być zdrowe i mieć ładną sylwetkę, prawda? Więc jak to pogodzić?

Dlaczego nie jestem fanką diet?

Czasem myślę, że moja niechęć do przyjęcia i stosowania z góry określonych reguł wynika z mojego charakteru, który zawsze każe mi działać trochę pod prąd 😉 Ale jest też parę innych powodów, dla których prawdopodobnie nigdy nie zostanę wyznawczynią jednego sposobu odżywiania.

Tutaj jeszcze w ramach uściślenia – nie chodzi mi o diety, które stosujemy przez krótki okres czasu w określonym celu, jak np. odchudzające (te nie działają ;)), lub oczyszczające, bo to zupełnie inna bajka. Piszę tu o dietach jako sposobach odżywiania, które wdrażamy w życie na długi czas (lub nawet na stałe), które zwykle opierają się na wykluczeniu jakichś grup produktów z naszego menu.

Jeśli mówimy o dietach, które mają być korzystne dla wszystkich, musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to w ogóle możliwe, żeby jakiś sposób odżywiania był dobry dla każdego i w każdym przypadku? Jeśli się nad tym zastanowić, zrozumiemy, że tak nie jest. Nasze potrzeby różnią się w zależności od wieku, stanu zdrowia i trybu życia, jaki prowadzimy. Od tego zależy też nasze zapotrzebowanie na składniki odżywcze.

Czego innego potrzebuje organizm sportowca, a czego innego kobiety w ciąży czy osoby po przebytej ciężkiej chorobie. Nie możemy traktować tych przypadków tak samo. Mówię tu szczególnie o dietach, które zakładają wykluczenie całych grup produktów, jak te zawierające białko zwierzęce czy węglowodany. Takie rzeczy trzeba konsultować z lekarzem i regularnie się przy tym badać, bo naprawdę można sobie zrobić krzywdę.

Dobrym przykładem jest weganizm. Absolutnie nie odnoszę się tutaj do osób, które wybrały taki sposób jedzenia ze względów światopoglądowych, bo to oczywiście jest poza dyskusją. Chodzi mi o twierdzenie, że dieta bez produktów pochodzenia zwierzęcego jest dla nas najzdrowsza. Sama jem bardzo mało mięsa i bardzo lubię dietę roślinną. Jednak od czasu do czasu mój organizm domaga się takiej dawki paliwa i czuję się po niej świetnie. Zdaję sobie sprawę, jak trudno jest kupić mięso lub ryby dobrej jakości i że większość tego typu produktów dostępnych w supermarketach jest bardzo zanieczyszczonych. Jest to jeden z powodów, dla których ograniczam białko zwierzęce – ekologiczne produkty są zwyczajnie bardzo drogie i nie kupuję ich często. Ale obserwując swój organizm nie znalazłam dostatecznych powodów, żeby zrezygnować z nich całkowicie.

Z tego samego powodu nie trzymam się zaleceń typu jedzenie 5 posiłków dziennie. Jasne, że lepiej jest jeść częściej i w mniejszych porcjach, ale jeśli nie mamy takiej możliwości (np. ze względu na tryb życia), to 3 pełnowartościowe posiłki też wystarczą. Nie wspominam już nawet o liczeniu kalorii, bo to kompletna bzdura. Kilka pszennych bułek może mieć tyle samo kalorii co zdrowy obiad pełen warzyw, a wartość tych rzeczy dla naszego organizmu jest zupełnie inna.

Dochodzi jeszcze aspekt psychologiczny, o którym wspomniałam na początku. Nie lubię się ograniczać w kwestii jedzenia i po prostu trudno jest mi zaakceptować, że czegoś mi nie wolno. Wygląda to zupełnie inaczej, kiedy rezygnuję z czegoś świadomie, ale mam poczucie, że jednak wybór należy do mnie.

Jeśli nie diety, to co?

Ostatnio zastanawiałam się, jak nazwać mój sposób odżywiania się i kiedy natknęłam się na termin „jedzenie intuicyjne” stwierdziłam, że doskonale podsumowuje on moją filozofię odżywiania.

Oczywiście, takie podejście do jedzenia wymaga sporo praktyki, żeby było dla nas korzystne. Poniżej kilka wskazówek.

Intuicyjnie, to znaczy jak? Przede wszystkim w zgodzie z tym, co podpowiada nam organizm. Czyli nie chodzi tylko o to, co zadowoli nasze podniebienie (chociaż smak odgrywa tu bardzo dużą rolę). Żeby czerpać korzyści z intuicyjnego jedzenia, musimy cały czas wsłuchiwać się w to, co nasze ciało próbuje nam zakomunikować. Najprostszym testem jest zadanie sobie pytania: jak się po tym czuję? Czy czuję się lekko, mam dużo energii i moje trawienie przebiega sprawnie? Czy czuję się senna, ociężała, mam dolegliwości żołądkowe? Kluczem jest obserwacja ciała i wybieranie tych produktów, które wpływają na nas dobrze.

Co z niezdrowymi zachciankami? Czasem intuicja podpowiada nam, że potrzebujemy frytek lub batona. Co wtedy? Kiedy mnie dopada ochota na coś niezdrowego i wiem, że minęło sporo czasu, odkąd ostatnio coś takiego jadłam, zazwyczaj sobie na to pozwalam. W ten sposób nie czuję, że czegoś mi nie wolno. Jeśli na co dzień odżywiamy się dobrze, a od czasu do czasu zrobimy wyjątek, nie będzie miało to większych konsekwencji dla naszego zdrowia. Jednocześnie łatwiej będzie nam wytrwać w postanowieniach na co dzień (jest to idea tzw. cheat meal). U mnie się to sprawdza. A wiecie, co jest ciekawe? Że odnosząc się do pierwszej zasady, czyli obserwowania reakcji naszego ciała, zwykle po zjedzeniu czegoś niezdrowego czujemy, że nie był to dobry wybór. W ten sposób częściej rezygnujemy z tego w przyszłości.

Czy są ograniczenia co do ilości? Ja takich nie stosuję i Wam również to odradzam, chyba, że macie ku temu powody (np. otyłość czy inne wskazania zdrowotne). W jedzeniu intuicyjnym jemy tak często i tyle, ile potrzebujemy. Jem zawsze, kiedy jestem głodna, po prostu. Jeśli dbamy o wartość odżywczą i jakość naszego jedzenia, to naprawdę kaloriami nie ma się co martwić. Ma to też związek z kolejnym punktem, czyli…

Aktywność fizyczna ma znaczenie. Jeśli chcemy jeść, na co mamy ochotę i raz na zawsze uwolnić się od liczenia kalorii, to nie ma cudów – musimy polubić ruch. Gorąco Was do tego zachęcam, bo aktywność fizyczna nie tylko pozwala nam uniknąć gromadzenia nadprogramowych kilogramów, ale też ma wiele innych korzyści dla naszego zdrowia i samopoczucia. Jeśli uważacie, że sport nie jest dla Was i nie potraficie się zmotywować do regularnego wysiłku, ostatnio napisałam post o tym, jak go polubić.

Dobry smak to podstawa. Niewiele osób jest w stanie przez dłuższy okres czasu jeść rzeczy, które nawet, jeśli są dla nas dobre, to zupełnie nam nie smakują. Zresztą jedzenie jest po to, żeby się nim cieszyć, a życie jest za krótkie, żeby jeść rzeczy bez smaku. Dlatego warto nauczyć się kilku zdrowych przepisów, które jednocześnie zadowolą nasze podniebienie (niedawno pisałam, gdzie ja takie znajduję). Kiedy jedzenie nam smakuje, o wiele łatwiej jest nam wytrwać w postanowieniu, żeby się zdrowo odżywiać.

Jedzenie intuicyjne – na co zwrócić uwagę

Jak wcześniej wspomniałam, ten sposób jedzenia wymaga od nas praktyki i czasu, żeby zrozumieć, co nam najbardziej służy i wyrobić swoje własne nawyki żywieniowe. Jest jednak kilka rzeczy, na które warto zwrócić uwagę, zwłaszcza na początku drogi.

Jedzenie z nudów, mimowolne może łatwo sprowadzić nas na manowce. Chodzi tu np. o spożywanie posiłków podczas oglądania telewizji czy pracując na komputerze. Często nieświadomie pochłaniamy wtedy ogromne ilości jedzenia. Warto nauczyć się jeść świadomie, czyli skupiając się tylko i wyłącznie na tej czynności – unikniemy w ten sposób przyjęcia wielu nadprogramowych kalorii.

Podjadanie – jeśli macie spory apetyt, warto kontrolować częste podjadanie w ciągu dnia, bo może nas to zgubić. Zaleca się wprawdzie spożywanie mniejszych posiłków, ale częściej, jednak jeśli co chwilę po coś sięgamy, to pod koniec dnia może się okazać, że uzbierało się tego naprawdę dużo. Pozwólmy sobie przetrawić wcześniejszy posiłek i sięgnijmy po kolejny dopiero, jak zgłodniejemy (a nie wtedy, kiedy akurat mamy coś pod ręką).

Głodzenie się – czyli w drugą stronę. Jeśli pozwolimy sobie zbyt długo odczuwać głód, istnieje spora szansa, że zjemy coś niezdrowego. Jeśli zdarzyło Wam się kiedyś po zabieganym dniu, kiedy nie miałyście czasu na jedzenie, wejść do sklepu spożywczego to wiecie, o czym mówię. Ma się wtedy ochotę rzucić dosłownie na wszystko, a często jest to pierwsza rzecz, jaka wpadnie nam w ręce. Kiedy staramy się jeść regularnie i nie dopuszczamy do napadów wilczego głodu, łatwiej jest nam utrzymać zdrowe nawyki.

Jedzenie niektórych produktów z przyzwyczajenia – mam tutaj na myśli przede wszystkim cukier. Jeśli na co dzień jemy go dużo, to drastyczne ograniczenie jego spożywania może wydawać się abstrakcją. Cukier dosłownie uzależnia i wie o tym każdy, komu udało się od niego odzwyczaić. Wiem, o czym mówię, bo miałam w życiu okres, kiedy nie umiałam wyobrazić sobie dnia bez czegoś słodkiego i puszki coli, a w tej chwili sięgam po takie rzeczy sporadycznie. Kiedyś gorzka kawa lub herbata mi nie smakowały, a teraz piję tylko takie. Więc da się, ale w tym przypadku warto zarządzić sobie cukrowy detoks na kilka tygodni. Potem zauważymy, że słodkie produkty przestają nam smakować (zresztą jest to temat na osobny wpis i myślę, że warto o tym napisać, bo mnóstwo osób się z tym zmaga).

To tyle, jeśli chodzi o intuicyjne jedzenie. Dajcie znać, jakie są Wasze przemyślenia. Chętnie stosujecie diety, czy wolicie tworzyć własne zasady? 

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply
    Lawyerka
    12 lipca 2017 at 6:39 am

    Popieram jedzenie intuicyjne. Oczywiście z dawką zdrowego rozsądku 🙂 Ale organizm potrafi wysyłać bardzo czytelne sygnały – prawie każdy nie czuje się najlepiej po zbyt obfitym obiedzie, po dużej ilości słodyczy etc. Co do określonych diet, zgadzam się .z tym, że każdy ma inne potrzeby i nie ma uniwersalnych rozwiązań. Dodatkowo istnieje cała masa sprzecznych informacji. Ostatnio spotykam się z takim trendem w dietetyce, żeby jeść dwa do trzech posiłków dziennie, a nie 5 mniejszych. Kiedyś za synonim zdrowego odżywiania uznawane były produkty light i jogurty owocowe 🙂 Teraz wiadomo, że jogurty owocowe przeważnie mają za dużo cukru, nie poleca się wcale „lajtowych” produktów. Za kilka lat pewnie znów będą zmieniać się mody i zalecenia i zwykły człowiek może się w tym wszystkim pogubić 🙂 Dlatego jedzenie intuicyjne i zdrowy rozsądek przede wszystkim!

    • Reply
      Joanna
      14 lipca 2017 at 8:09 pm

      Masz rację z tą dezorientacją, jeśli chodzi o informacje odnośnie tego, co jest zdrowe, a co nie. Zauważam dokładnie to samo 🙂 Tak, pamiętam czasy rzeczy light, wtedy jeszcze nie mówiło się tyle o czytaniu składów produktów. Później okazało się, że co z tego, że mało tłuszczu, skoro zawierają masę innych niekorzystnych rzeczy. Zgadzam się, że można się w tym pogubić. Co do ilości posiłków, dla mnie każdy musi wyczuć to sam. Znam zdrowych ludzi, którzy jedzą 3 i takich, którzy muszą mieć 5-6 mniejszych. Chyba nie ma tu po prostu jednej odpowiedzi 🙂

    Leave a Reply