Wyzwanie: 30 dni bez kawy

jak-nie-pic-kawy

Kawa dla wielu z nas jest nieodłącznym elementem dnia. Pomaga nam się obudzić, sprawia, że lepiej się myśli, a poza tym, czy jest coś lepszego, niż zapach świeżej kawy o poranku? A jednak częste sięganie po nią, szczególnie w zbyt dużych ilościach, niesie za sobą szereg negatywnych następstw dla zdrowia i samopoczucia. Dlatego dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o małym wyzwaniu, które ma mi pomóc znaleźć równowagę w piciu kawy.

Przyznam Wam się do czegoś. Ten post miał zostać opublikowany w pierwszej połowie stycznia. Byłam przekonana, że czas najwyższy zrobić sobie małą przerwę od kawy, bez której nie wyobrażałam sobie dnia od wielu lat. Już byłam w trakcie pisania, kiedy robiąc sobie coś do jedzenia odkryłam trzy nietknięte opakowania moich ulubionych kapsułek do ekspresu. Wtedy wymiękłam; stwierdziłam, że muszę je najpierw zużyć, żeby mnie nie kusiło. Potem przypomniało mi się, że mam do wykonania w styczniu sporo zadań, więc bez kawy się nie obejdzie. Tym sposobem wyzwanie zostało przesunięte o ponad miesiąc. Ta historia chyba dobrze pokazuje skalę mojego problemu 😀

Przyszedł koniec lutego, a wraz z nim najgorsza grypa jelitowa, jaką przechodziłam w życiu. Słyszałam o wielu podobnych przypadkach w ostatnim czasie i myślę, że był to problem wirusowy, ale ta sytuacja zmotywowała mnie, żeby trochę bardziej zatroszczyć się o jelita. Czytam na ten temat dobrą książkę, o której niedługo napiszę więcej na blogu. Od dawna wiadomo, że zdrowie naszych jelit przekłada się na odporność organizmu, ale też na nasze samopoczucie. Ja w ostatnich dniach bardzo to odczułam. Co to ma wspólnego z kawą? Niestety jelita niezbyt się z nią lubią, szczególnie gdy ktoś, tak jak ja, rzadko zadowala się pojedynczym espresso…

Czy kawa jest niezdrowa?

Nie jest łatwo jednoznacznie to rozstrzygnąć. Nie ulega wątpliwości, że zawarta w kawie kofeina ma sporo zalet. Pobudza organizm, wspomaga pamięć i koncentrację, a także przyspiesza metabolizm, dzięki czemu jest pomocna w walce z nadwagą. Jest cennym źródłem antyoksydantów i zmniejsza ryzyko zachorowania na niektóre nowotwory, m.in. raka jelita grubego, prostaty czy piersi. Dwa badania z zeszłego roku, w których łącznie wzięło udział ponad 700 tys. osób dowiodły, że regularne spożycie kawy ma związek z niższą śmiertelnością.

Wydawałoby się – napój idealny. Dlaczego więc tak wielu ludzi doświadcza negatywnych efektów spożywania kofeiny? Uczucie niepokoju, nerwowość, kołatanie serca, ból brzucha, biegunki, bezsenność. Brzmi znajomo? Niestety kofeina podnosi poziom kortyzolu – czyli hormonu stresu, a także podrażnia przewód pokarmowy, szczególnie, jeśli pijemy ją na pusty żołądek.

Jak się jednak okazuje, problem leży nie tyle w samej kofeinie, ile w tym, jak nasz organizm ją toleruje. Każdy z nas posiada jedną z wariacji genu CYP1A2, który determinuje to, w jaki sposób metabolizujemy kofeinę. Ludzie dzielą się na dwa typy – ci, którzy metabolizują ją szybko, oraz ci, u których proces ten przebiega aż 4 razy wolniej. Jeśli należysz do drugiej grupy, kawa nie będzie Ci służyć i będzie powodowała szereg nieprzyjemnych dolegliwości. Za to osoby, które metabolizują kofeinę szybko, dobrze tolerują kawę i mogą w pełni doświadczać jej dobroczynnych właściwości. Co ciekawe, z reguły kobiety należą do osób, które metabolizują kofeinę wolniej – kobiece organizmy dłużej przetwarzają wszelkie substancje, a ma to związek z przystosowaniem do ciąży. Z tego samego powodu kaca znosimy zwykle gorzej, niż mężczyźni.

Kawa – jak to było ze mną?

Mój związek z kawą zaczął się jeszcze w okresie dojrzewania, kiedy zaczęłam ją pić z powodu bardzo niskiego ciśnienia. Wraz z upływem lat ciśnienie się unormowało, jednak nawyk picia kawy pozostał. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że doszłam do momentu, w którym nie wyobrażałam sobie rozpoczęcia dnia lub skupienia się na jakiejkolwiek umysłowej pracy bez sporej dawki kofeiny. Z jednej filiżanki szybko zrobiły się trzy, a czasami dochodziłam do pięciu dziennie. Nietrudno się domyślić, że kawa w takiej ilości ma sporo niepożądanych efektów, które stawały się dla mnie coraz bardziej odczuwalne.

Kilka miesięcy temu podjęłam pierwszą próbę ograniczenia ilości wypijanych kaw. Udało się – od tamtej pory piję maksymalnie dwie dziennie, a często tylko jedną. Jednak wciąż mam potrzebę sięgania po nią codziennie i czuję, że nie działam efektywnie, jeśli nie dostarczę sobie kofeiny z rana.

Wyzwanie: 30 dni bez kawy

Pomyślałam, że skoro tak trudno mi odmówić sobie kawy, spróbuję podjąć się wyzwania – zrezygnuję z niej całkowicie na 30 dni. Mam nadzieję, że taki okres wystarczy, żebym nauczyła się bez niej funkcjonować. Poza tym jestem ciekawa, jak na taką zmianę zareaguje mój organizm, bo naprawdę nie jestem w stanie sobie przypomnieć, kiedy ostatnio nie piłam kawy dłużej niż przez dwa dni.

Moje postanowienie nie oznacza, że chcę się rozstać z kawą na zawsze; bardzo lubię jej smak i aromat. Jednak chcę zacząć pić ją w rozsądnych ilościach i przede wszystkim dla przyjemności, a nie dlatego, że nie mogę się bez niej obejść.

To jest właśnie główny powód mojego kawowego odwyku – chcę pozbyć się poczucia, że jestem w jakiś sposób zależna od kawy i że nie potrafię bez niej funkcjonować. Chcę również zaobserwować, czy będę dzięki temu mniej nerwowa i czy zwiększy się jakość mojego snu  – a może jeszcze inne pozytywne zmiany?

Trzymajcie kciuki, bo łatwo nie będzie. Za miesiąc podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami i dam znać, jak mi poszło. Tymczasem na Instagramie (i Insta Story) będę zdawać relacje z postępów (#30dnibezkawy). Buziaki!

Może Cię też zainteresować

Brak komentarzy

    Napisz komentarz