Poranne ćwiczenia – dlaczego je pokochałam i jak się do nich przekonać?

poranne-cwiczenia

Każdy kto mnie zna wie, że poranki nigdy nie były moją ulubioną porą dnia. Zawsze uważałam siebie za „sowę” i byłam aktywna do późnych godzin nocnych. Jakiś czas temu zauważyłam jednak, że mój organizm niekoniecznie podziela te upodobania. Odczuwałam wiele nieprzyjemnych skutków późnego chodzenia spać i kilka miesięcy temu zaczęłam stopniowo przestawiać swój, bardzo rozregulowany, zegar biologiczny. Ostatnio postanowiłam pójść o krok dalej i spróbować czegoś, co nigdy do mnie nie przemawiało – ćwiczenia rano.

Od kiedy pamiętam, wszelką aktywność fizyczną, szczególnie tę intensywną, zostawiałam na wieczór. Nieważne, czy chodziło o ćwiczenie układów tanecznych (jeszcze za czasów gimnazjalnych), bieganie czy jogę – robiłam to późnym wieczorem. Intensywny trening po 22 czy jogging zakończony tuż przed północą były dla mnie normą.

Dlaczego więc zdecydowałam się zmienić te przyzwyczajenia?

Przede wszystkim wraz z przestawieniem się na wcześniejsze wstawanie (chociaż do rannego ptaszka jeszcze mi daleko) zauważyłam, że rano jestem o wiele bardziej efektywna, niż wieczorem. Dotyczy to zarówno pracy umysłowej – pisania tekstów, przyswajania wiedzy – jak i aktywności fizycznej. Rano mam bardziej przejrzysty umysł i łatwiej mi się skoncentrować, mam też więcej energii i motywacji. Dlatego stwierdziłam, że moje treningi mogłyby bardzo zyskać na przestawieniu ich na godziny poranne.

Nawyk ćwiczeń rano wprowadziłam od Nowego Roku. Były lepsze i gorsze dni, ale kiedy spoglądam w kalendarz widzę, że i tak udało mi się zrealizować treningi więcej razy, niż w którymkolwiek poprzednim miesiącu. Dlatego dzisiaj chcę przedstawić Wam główne powody, dla których warto przekonać się do porannych ćwiczeń + kilka moich strategii na początek.


DLACZEGO WARTO ĆWICZYĆ RANO?


Więcej energii

Zawsze podziwiałam ludzi, którzy rano budzą się uśmiechnięci, pełni wigoru i gotowi do działania. Ja zawsze potrzebowałam minimum 2 godzin, żeby wejść na pełne obroty. Po przebudzeniu byłam nieprzytomna, a przed pierwszą kawą nie rejestrowałam nawet, co się do mnie mówiło. Wydawało mi się, że „tak już mam”, a jednak poranne ćwiczenia pokazały mi, że nie muszę być z rana zombiakiem.

Nawet krótki, średnio intensywny trening potrafi dobrze rozbudzić. Krążenie przyspiesza, dotlenia się organizm i po około 15 minutach odczuwam podobny efekt, jak po espresso. Umysł zaczyna lepiej pracować i wraca chęć do życia. Jeśli możemy poćwiczyć na zewnątrz (np. na balkonie/tarasie, albo iść pobiegać) efekt jest jeszcze lepszy (ale ja zimą nie mogę się przemóc).

To uczucie nagłego przypływu energii uświadomiło mi też, dlaczego tak uwielbiane przeze mnie kiedyś wieczorne treningi nie były dobrym pomysłem. Bardzo często miałam potem problemy z zaśnięciem, bo o 22 czy 23 czułam się nagle rozbudzona.

Lepszy humor

Te osławione endorfiny to jedno, ale dochodzi jeszcze drugi aspekt, psychologiczny. Poświęcając rano czas na ćwiczenia, mam poczucie, że dzień się jeszcze na dobre nie zaczął, a ja już zrobiłam coś dla siebie. Znalazłam te pół godziny, żeby zadbać o swoje ciało (i umysł, bo jedno nierozerwalnie wiąże się z drugim). Ta myśl zawsze poprawia mi humor i nastawia mnie dobrze na resztę dnia. Jeśli masz tendencję do budzenia się w złym nastroju, krótka sesja ćwiczeń może to zmienić – spróbuj.

Większa motywacja

Ostatnio gdzieś przeczytałam, że z samego rana nasze zasoby tzw. „siły woli” są największe. Nie wiem, czy zostało to naukowo udowodnione, ale z pewnością obserwuję u siebie taką zależność.  Od kiedy przełożyłam ćwiczenia na godziny poranne, zauważyłam, że udaje mi się utrzymać o wiele większą regularność. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że jestem wypoczęta i łatwiej mi się zmobilizować.

Wieczorami moje treningi często przegrywały z wizją odpoczynku i dobrej kolacji. Zawsze znajdowały się inne, ciekawsze zajęcia. Rano trudniej o wymówki, dlatego staram się wskoczyć na matę jeszcze zanim zacznę myśleć o rzeczach, które mam do zrobienia. Zanim się obejrzę, trening jest już za mną i nie muszę martwić się o to wieczorem.

Zdrowy początek dnia

Zdrowe nawyki zdecydowanie łatwiej jest kontynuować, niż zacząć. Pewnie zdarzyło Wam się mieć dobrą passę, na przykład na początku roku lub przed wakacjami. Kiedy już wejdziemy w pewien tryb – regularnych ćwiczeń i zdrowych posiłków, to z czasem staje się to o wiele łatwiejsze i przychodzi nam naturalnie.

Z tego powodu zaczęcie dnia od ćwiczeń może pomóc nam wytrwać w zdrowych nawykach. Ćwicząc rano sprawiamy, że pierwszy krok zostaje wykonany – wystarczy dołożyć kolejne. Po porannym treningu częściej robię zdrowe śniadanie i łatwiej jest mi się oprzeć żywieniowym pokusom w ciągu dnia. Przecież nie chciałabym zmarnować swojego wysiłku. Oczywiście wszystko z umiarem, ale coś w tym jest, że jeden dobry nawyk pomaga budować kolejne.

Spokój + koncentracja

Podstawą mojej aktywności jest joga. Staram się ją praktykować codziennie i często dokładam do niej ćwiczenia wzmacniające poszczególne partie ciała. Już po półgodzinnej sesji odczuwam pozytywne efekty – zaczynam dzień bardziej zrelaksowana i skupiona. Mniej rzeczy wyprowadza mnie z równowagi i wszelkie zadania idą mi o wiele sprawniej. Stres paraliżuje nasze działania i wprowadza do życia niepotrzebny chaos, dlatego warto już na początku dnia spróbować go zredukować.

Jeśli jednak od jogi wolisz trening cardio czy jakikolwiek inny, nie ma problemu. Każdy wysiłek fizyczny pomaga niwelować działanie stresu. Kiedy biegałam, również odczuwałam dobroczynny wpływ aktywności na psychikę. Jeśli jednak chcesz wzmocnić ten efekt, pod koniec treningu zafunduj sobie kilkuminutowy stretching.

joga-rano


PORANNE ĆWICZENIA – JAK ZACZĄĆ?


Znamy już korzyści z ćwiczenia rano, teraz pora na parę praktycznych wskazówek. Będą przydatne szczególnie, jeśli poranki nie są Twoją ulubioną porą dnia i trudno Ci się do nich przekonać.

Po pierwsze, zacznij małymi krokami. I kiedy mówię „małymi”, mam na myśli naprawdę maleńkie. Trudno jest się zmobilizować do zasuwania codziennie z samego rana przez godzinę na siłowni (a jest kwestią dyskusyjną, czy w ogóle się powinno), zwłaszcza, jeśli teraz ćwiczysz rzadko lub wcale. Postaw sobie na początek mały cel, powiedzmy 15 minut. Jakiś czas temu pisałam o tym, dlaczego jest to skuteczna metoda oswajania się z aktywnością fizyczną. Takie podejście pomogło mi wrócić do regularnych ćwiczeń po kilkuletniej przerwie, dlatego wierzę, że sprawdzi się również u Ciebie.

Stopniowo możesz zwiększać długość i intensywność ćwiczeń, jednak już te 15 minut wystarczy, żeby odczuć pozytywne efekty. Przede wszystkim nie będziesz czuć presji. Jeśli znajdziesz czas i ochotę na dłuższy trening, śmiało. Jeśli nie – przynajmniej dostarczysz organizmowi małą dawkę ruchu. Naprawdę lepsze to, niż nic. 15 minut to na tyle krótko, że naprawdę trudno znaleźć wymówkę, żeby nie poćwiczyć. Wstawanie 15 minut wcześniej nie brzmi strasznie nawet dla największego śpiocha. Z czasem zauważysz, że Twoje ciało uzna tę poranną aktywność za naturalną i wejdzie Ci to w krew – a w końcu to jest przecież najważniejsze.

Druga sprawa – unikaj bardzo intensywnych treningów rano, szczególnie, jeśli są dla Ciebie nowością. Mówię o ćwiczeniach, przy których zlewasz się potem i nie jesteś w stanie się po nich ruszyć. Możesz czuć potem zmęczenie i senność, zamiast zastrzyku energii, o który nam chodzi.

Mam nadzieję, że ten post okaże się pomocny. Poranne ćwiczenia mają mnóstwo zalet – mam nadzieję, że też się o tym przekonasz. Jeżeli ja je polubiłam, może każdy – serio! A Ty, o jakiej porze najbardziej lubisz ćwiczyć i dlaczego? Buziaki!

Może Cię też zainteresować

Brak komentarzy

    Napisz komentarz