Mydlarnia u Franciszka – kilka świetnych kosmetyków

mydlarnia-u-franciszka

Kiedyś miałam w zwyczaju kupowanie mnóstwa kosmetyków, ale rzadko które przynosiły satysfakcjonujący efekt – niestety wiele lądowało w koszu, przeterminowanych. Od pewnego czasu szukam bardziej przyjaznych dla skóry (i środowiska) produktów do pielęgnacji. Często trzeba wydać na nie trochę więcej, ale na dłuższą metę naprawdę warto. Od kiedy dokładniej czytam składy i kupuję kosmetyki bardziej świadomie, mam ich zdecydowanie mniej, za to są skuteczne i zużywam je do końca – więc ostatecznie i tak na tym oszczędzam. Wciąż odkrywam nowe miejsca z naturalnymi kosmetykami, a jednym z moich ulubionych sklepów jest Mydlarnia u Franciszka. Niektóre z ich produktów całkowicie skradły moje serce i właśnie o nich chciałabym dzisiaj napisać.

Jeśli ktoś miałby ochotę ich odwiedzić, mają sklepy stacjonarne w całej Polsce. Ja najczęściej robię zakupy na warszawskiej Saskiej Kępie. Jeśli jednak w Twojej okolicy nie ma żadnego albo wolisz zakupy przez internet, oferują również taką możliwość.

Wypróbowałam już sporo produktów z tej mydlarni, ale dzisiaj napiszę o tych, które u mnie sprawdziły się najlepiej.


Włosy


naturalny-szampon

Szampon i maska do włosów dodające objętości L’Orient – to właśnie za ich sprawą zaczęła się moja przygoda z Mydlarnią u Franciszka. Ten zestaw dostałam dwa lata temu na gwiazdkę i nie przesadzę, jeśli powiem, że są to najlepsze kosmetyki do włosów, z jakimi miałam styczność.

Moje włosy są cienkie i delikatne, a przy tym ich kondycja jest mocno nadszarpnięta latami farbowania (czego nie robię już od roku). W dużej mierze mam po prostu genetycznie słabe włosy, ale drogeryjne produkty, które stosowałam wcześniej na pewno nie przyczyniały się do poprawy ich stanu. Na dłuższą metę włosy stawały się mocno przesuszone, oklapnięte i całkowicie pozbawione blasku.

Szampon i odżywka L’Orient pomogły mi doprowadzić wygląd włosów do porządku i wpływają świetnie na moją skórę głowy. Na pewno duży wpływ na to ma brak silikonów i sztucznych dodatków (które sprawiają, że szampon się pieni, często wysuszają skórę głowy – w tej chwili użycie szamponu z SLS wywołuje u mnie łupież).

Ten duet sprawia, że moje włosy są nawilżone, a jednocześnie zyskują na objętości. Zwłaszcza maska daje świetny efekt – bardzo wygładza włosy, w ogóle ich przy tym nie obciążając (co jest bardzo rzadkie). Dodatkowo oba produkty nprawdę przepięknie pachną. Jeśli chodzi o minusy, to szampon nie jest zbyt wydajny – głównie przez to, że się prawie nie pieni (ale jest to dowód na naturalny skład). Natomiast odżywka spokojnie starcza mi na kilka miesięcy).


 Twarz


kosmetyki-naturalne

Moim pielęgnacyjnym hitem ostatnich kilku miesięcy jest hydrolat lawendowy do twarzy. Stosuję go jak tonik, przed nałożeniem kremu lub olejku. Wcześniej zawsze pomijałam ten etap, bo wydawał mi się on zbędny. Jednak od kiedy spryskuję twarz mgiełką po umyciu, zauważyłam, że moja skóra mniej się przesusza. Ma to prawdopodobnie związek z faktem, że kosmetyki nawilżające działają lepiej, kiedy nakładamy je na lekko zwilżoną skórę. Dodatkowo zapach lawendy działa kojąco; uwielbiam go szczególnie przed snem.

Kolejny produkt, z którym o od jakiegoś czasu się nie rozstaję to olej z nasion malin. Pisałam jakiś czas temu na Instagramie, że całkowicie zastąpił mi serum na bazie olejków, które kiedyś stosowałam na noc. Tam był miks różnych olejków, tutaj jest jeden, ale mam wrażenie, że dobrany właściwie do potrzeb skóry (i aktualizowany zależnie od pory roku) może godnie zastąpić niejeden gotowy koncentrat. Nie wspominając o cenie, która różni się diametralnie – za serum płaciłam ok. 170zł, za olejek 34zł (a pojemność jeszcze większa). Olej z nasion malin doskonale sprawdza się przy mojej suchej, a jednocześnie skłonnej do niedoskonałości skórze. Jednocześnie pięknie pachnie i szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze tłustej warstwy.

Jeśli chodzi o oczyszczanie twarzy, na co dzień używam delikatnie peelingującego żelu do mycia twarzy, ale raz na jakiś czas lubię zafundować skórze dokładniejsze złuszczanie. W ten sposób usuwam wszelkie zanieczyszczenia i wspomagam odnowę naskórka, dzięki czemu na twarzy rzadziej pojawiają się niespodzianki, a przebarwienia stają się mniej widoczne. Pomaga mi w tym peeling z zieloną herbatą BIO. Sprawdza się przede wszystkim dlatego, że nie jest „oszukany” – ma dużo drobinek, dzięki czemu złuszczanie jest naprawdę dokładne. To doskonałe przygotowanie skóry do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych, np. odżywczych maseczek. Do bardzo wrażliwej lub naczynkowej cery raczej się nie nadaje, ale moja go polubiła, o ile stosuję go z umiarem – ok. 2 razy w miesiącu.


Ciało


naturalne-kosmetyki

Jestem posiadaczką suchej skóry, która daje mi się we znaki szczególnie zimą, więc odżywcze balsamy i masła do ciała stale mi towarzyszą. Wiele z dostępnych w sklepach produktów daje chwilowy efekt – zaraz po użyciu skóra jest ładnie nawilżona, po czym po paru godzinach powraca do poprzedniego stanu (czyli jest sucha jak wiór). Masło do ciała na wagę z Mydlarni u Franciszka jest zdecydowanie najlepszym, jakie dotychczas używałam. Natłuszcza i regeneruje nawet najbardziej wysuszoną i nieprzyjemnie ściągniętą skórę. Efekt uboczny – zostawia na skórze tłustą powłokę, przez co zdecydowanie lepiej stosować je na noc. Mój ulubiony zapach to pomarańcza z chilli – doskonale rozgrzewa i relaksuje. Produkt jest wydajny pomimo niewielkiego opakowania, bo wystarczy jego niewielka ilość, żeby uzyskać pożądany efekt.

Drugim ciekawym kosmetykiem do ciała jest czarne mydło Savon Noir. Tutaj od razu zaznaczę, że w mydlarni jest ono promowane jako produkt przede wszystkim do twarzy, ale u mnie (mam wersję z różą damasceńską i olejem arganowym) okazało się ono za mocne i podrażniło mi skórę. Dlatego napiszę, jak ja je stosuję, ale tutaj dużo zależy oczywiście od indywidualnych uwarunkowań – na pewno są osoby z mniej wrażliwą skórą, które mogą je stosować również na twarz. Moja mama ma wersję Neroli i mówi, że to jeden z najlepszych kosmetyków do jej delikatnej, naczynkowej cery, jaki kiedykolwiek stosowała, więc być może rodzaj mydła też ma znaczenie. Savon Noir to czarne mydło pozyskiwane ze zmiażdżonych oliwek. Ma ono właściwości oczyszczające, doskonale usuwa toksyny i odświeża skórę. W praktyce jest doskonałą alternatywą dla mechanicznego peelingu i spodoba się osobom, które cenią sobie delikatniejsze, ale równie skuteczne złuszczanie skóry. Zgodnie z zaleceniami nakładam je na skórę, czekam kilka minut a następnie masuję ciało naturalną gąbką (wiem, że można kupić specjalną rękawicę do masażu polecaną specjalnie do tego mydła, ale jeszcze nie miałam okazji wypróbować). Po takim zabiegu skóra jest idealnie gładka i gotowa na nałożenie balsamu.

To już wszystkie moje typy. Znacie Mydlarnię u Franciszka? Robiłyście tam kiedyś zakupy? A może macie swoje ulubione miejsca z naturalnymi kosmetykami? Chętnie się o nich dowiem 🙂

Może Cię też zainteresować

Brak komentarzy

    Napisz komentarz