30 dni bez kawy – moje wrażenia i podsumowanie

kawa

Kawa. Niewiele osób jest w stanie wyobrazić sobie bez niej poranek. Pomaga przetrwać zwariowany dzień pełen zadań, ratuje życie po zarwanej nocy, a w wolny dzień, w towarzystwie dobrej książki, jej picie staje się przyjemnym rytuałem. Wydaje się, że kofeina jest najlepszym przyjacielem (aktywnego) człowieka. Ale czy na pewno?

Jakiś czas temu pisałam o tym, jak po latach codziennego picia kilku kaw dziennie postanowiłam to ograniczyć  i dojść do w miarę rozsądnej ilości 1-2 filiżanek na dobę. Prawda jest jednak taka, że po dłuższym czasie nawyk zaczął wracać, a ja dalej nie mogłam żyć bez kofeiny i odczuwałam tego nieprzyjemne skutki. Wtedy wpadłam na pomysł, żeby rozstać się z ukochaną kawą na pełny miesiąc. Po latach silnego przyzwyczajenia nie przyszło mi to łatwo, ale chciałam się przełamać, bo nie podobała mi się myśl, że dosłownie nie mogłam bez czegoś żyć.

Mój miesiąc kawowego „odwyku” niedawno się skończył i pomyślałam, że fajnie byłoby napisać podsumowanie. Dzisiaj chcę się podzielić moimi spostrzeżeniami po tak długiej (jak na mnie) przerwie od kofeiny.


MIESIĄC BEZ KAWY – MOJE WRAŻENIA


30 dni okazało się przerwą wystarczająco długą, żeby zauważyć pewne zmiany w ciele, samopoczuciu i codziennym funkcjonowaniu. Co zaobserwowałam przez ten miesiąc?

Kofeinowy kac

Chyba tak najlepiej można nazwać stan, w którym byłam przez pierwszy tydzień po całkowitym odstawieniu kofeiny (pilnowałam, żeby nie pić wtedy też czarnej czy zielonej herbaty). Czułam się cały czas zmęczona, brakowało mi energii i trudno mi się było skoncentrować. Pechowo okres ten przypadł na naprawdę intensywny tydzień, w którym nie do końca się wysypiałam. W ciągu dnia czułam się jak zombie i zdarzyło mi się nawet parę razy przysnąć.

Potem nastąpiło przebudzenie mocy. Mój organizm zaczął się adaptować do tego, że nie stymuluję go w sztuczny sposób. Zaczęłam czuć się normalnie – tak, jak wcześniej byłam w stanie dopiero po drugiej kawie. Energia powróciła, ale na pewno miało to też związek z innymi rzeczami, które wtedy robiłam, żeby ułatwić sobie życie bez kofeiny (o tym w dalszej części wpisu).

Lepsza cera

Poprawa wyglądu mojej skóry była akurat tym efektem ubocznym rezygnacji z kawy, którego się nie spodziewałam. Przez ten miesiąc na skórze właściwie nie pojawiały się „niespodzianki”. Jako osoba z problematyczną cerą muszę przyznać, że ten argument bardzo mnie przekonuje. Poza tym moja skóra przestała tak mocno się przesuszać – właściwie było to do przewidzenia, bo kawa znana jest z tego, że mocno odwadnia. Jednym słowem nie pamiętam, kiedy byłam tak zadowolona z wyglądu mojej cery, jak ostatnio.

Spokojniejszy żołądek

Kiedy wypijałam po kilka kaw dziennie, często męczyły mnie niestrawności i bóle brzucha. Na pewno miało to też spory związek z tym, że jak wielu kawoszy sięgałam po ulubiony napój od razu po wstaniu z łóżka, a więc często piłam go na pusty żołądek. W rezultacie czułam się kiepsko przez resztę dnia i nawet zdrowe posiłki nie były w stanie całkowicie tego zniwelować. Wiele osób skarży się na problemy z przewodem pokarmowym, bo te często mają źródło w stresie. Jeśli przypuszczasz, że masz wrażliwy żołądek/jelita, to odstawienie kawy może okazać się bardzo pomocne.

Opanowanie i koncentracja

Wiele osób sięga po kawę, żeby zyskać przejrzystość umysłu i poprawić koncentrację. Na krótką metę kofeina rzeczywiście tak działa, bo przyspiesza tętno i pobudza organizm. Jednak potem następuje zjazd, przychodzi zmęczenie i w związku z tym potrzeba wypicia kolejnej filiżanki tego eliksiru mocy. To z kolei zwykle wiąże się ze skutkiem ubocznym w postaci nieprzyjemnego pobudzenia – pojawia się nerwowość, niepokój, a czasem nawet kołatanie serca. Wielu z nas nie powstrzymuje to jednak przed ciągłym wspomaganiem się kawą, bo po prostu nie widzimy innego rozwiązania.

U mnie najgorszy był pierwszy tydzień, kiedy rzeczywiście bardzo brakowało mi dziennej dawki kofeiny. Potem jednak zauważyłam, że bez niej mój organizm (a dokładnie mózg) radzi sobie o wiele lepiej. Udawało mi się utrzymać całkiem dobrą koncentrację przez cały dzień, bez nagłych skoków i wahań. Poza tym, byłam bardziej opanowana w codziennych sytuacjach i mniej udzielał mi się stres.

Wyrównane ciśnienie i tętno

Pierwszy raz pomyślałam, że kawa może mi szkodzić, kiedy kilka miesięcy temu, przypadkowo mierząc ciśnienie okazało się, że miałam tętno spoczynkowe 120. Dało mi to do myślenia, tym bardziej, że jako nastolatka miałam niewielkie (nie do końca zdiagnozowane) kłopoty z sercem. Moją zmorą od zawsze było bardzo niskie ciśnienie, ale przez picie dużej ilości kawy przez długi czas wszystko się rozregulowało.

Po całkowitym odstawieniu kofeiny na miesiąc puls wrócił do normy (ok. 85), a ciśnienie znowu spadło, dlatego wiem, że kofeina w małych ilościach jest dla mnie wskazana. Jednak przesadzanie z nią może uszkodzić serce, dlatego jeśli też jesteś kawoszem, warto sprawdzić, czy nie wyrządzasz sobie przypadkiem szkody, jak to było u mnie.

Sporo zaoszczędzonych pieniędzy

Tego można się było oczywiście domyślić, bo dobra kawa do tanich nie należy, szczególnie ta wypijana na mieście. Byłam zaskoczona, jak dużo można zaoszczędzić, rezygnując z kawy całkowicie. W zależności od tego, czy kupujemy kapsułki do ekspresu, ziarna do mielenia czy gotową kawę na wynos, jest to oszczędność rzędu kilku do kilkunastu złotych dziennie.


CO POMOGŁO MI PRZETRWAĆ BEZ KAWY?


Po latach przyzwyczajenia było mi bardzo trudno odzwyczaić się od kawy. Poniżej kilka rzeczy, które okazały się po drodze bardzo pomocne.

Nowy rytuał

Ku mojemu zdziwieniu, psychiczne uzależnienie od kofeiny okazało się trudniejsze do przezwyciężenia, niż to fizyczne. Filiżanka dobrej kawy była dla mnie wcześniej podstawą udanego poranka, wszelkiej kreatywnej działalności (zwłaszcza pisania) i wszystkich czynności wymagających skupienia. Największym wyzwaniem stało się dla mnie zmienienie tych przyzwyczajeń i zastąpienie kawowego rytuału nowym, równie atrakcyjnym. Okazało się, że równie dobrze sprawdził się inny, gorący i aromatyczny napój, w moim przypadku dobra herbata. Specjalnie wybierałam taką bez kofeiny, żeby nie zmieniać jednego kiepskiego nawyku na kolejny. Pukka najbardziej skradła moje serce, bo oferuje dużą różnorodność i naprawdę świetnej jakości herbaty. Cena nie należy do najniższych, dlatego tutaj szczególnie przydały się pieniądze zaoszczędzone na kawach na wynos 😉

Poranne ćwiczenia – nowe źródło energii

Wraz z odstawieniem kawy musiałam poszukać nowego sposobu na poranny zastrzyk energii, którego przed południem zawsze mi brakowało. Tutaj z pomocą przyszły poranne ćwiczenia, które przyspieszają puls i dzięki temu doskonale pobudzają, a przy tym poprawiają nastrój. Więcej o tym, jak przekonałam się do ćwiczenia rano pisałam w jednym z ostatnich postów.

Dieta bogata w składniki odżywcze

Jedzenie słabej jakości, mocno przetworzonej żywności niedostatecznie odżywia ciało, czego skutkiem ubocznym bardzo często jest zmęczenie i osłabienie. Dlatego chcąc mieć więcej energii warto przede wszystkim przyjrzeć się temu, co jemy. Ja podczas przerwy od kawy kładłam szczególny nacisk na dużą ilość warzyw i zielonych koktajli, dzięki czemu wzmacniałam organizm od środka i kiedy udawało mi się utrzymać regularność, nie brakowało mi siły.

Sen – absolutny priorytet

Będę bardzo mało odkrywcza, jeśli powiem, że na dłuższą metę nie da się mieć dostatecznej ilości energii zaniedbując zdrowy sen. To niby oczywiste, a jednak tyle osób (w tym często ja) szuka sposobów na efektywność i dobry nastrój, a pomija najprostszy czyli wysypianie się. Dorosły człowiek potrzebuje między 7 a 9 godzin nieprzerwanego snu i na tym polu nie da się oszukać organizmu. Zamiast z tym walczyć, warto tak zorganizować wieczór, żeby położyć się odpowiednio wcześnie. Sama nad tym pracuję i wiem, jakie to trudne (zwłaszcza, że zawsze uważałam się za „sowę”), ale obserwuję po sobie, że dobry wypoczynek potrafi naprawdę zdziałać cuda.

Mam nadzieję, że ten post okaże się przydatny i być może zainspiruję kogoś do zrobienia sobie przerwy od kofeiny. Ja z pewnością nie porzucę kawy definitywnie, ale nie zamierzam też podporządkowywać pod nią życia, jak to miało miejsce jeszcze do niedawna.

Może Cię też zainteresować

Brak komentarzy

    Napisz komentarz