Czy też masz to na sumieniu?

badania-jakie-robic

Opowiem Wam dzisiaj pewną historię, do której nie bardzo lubię wracać. Z drugiej strony wiem, że nie mogę zupełnie wyrzucić jej z pamięci, bo wtedy wszystko, co wydarzyło się przez ostatni rok, wydarzyłoby się na darmo. Nie ma wytłumaczenia dla niektórych bolesnych doświadczeń, które nas spotykają, ale możemy spojrzeć na nie po pewnym czasie z dystansu i postarać się wyciągnąć z nich lekcję. Przynajmniej tyle można zrobić.

Był mroźny, zimowy dzień. Szłam do pracy i żegnałam się pod domem z moim chłopakiem. Uprzedziłam go, że nie chcę go widzieć, dopóki nie będzie miał zapewnienia od lekarza, że nic mu nie dolega. Bo w głębi duszy zakładałam oczywiście, że nic mu nie jest. Miałam jednak złe przeczucie, które nie dawało mi spokoju, a wieczór wcześniej spotęgowałam je, googlując w internecie objawy chłopaka. Były to z pozoru błahe rzeczy, jak kaszel, zwiększona męczliwość, refluks żołądkowy i lekkie opuchnięcie twarzy, które pojawiało się rano, a w ciągu dnia ustępowało.

Wszyscy wiemy, że Dr Google to najgorszy możliwy doradca, ale niepokojące rzeczy, które wtedy przeczytałam wpędziły mnie w stan minihisterii, która skłoniła mojego upartego chłopaka do pójścia do lekarza. Chyba zrobił to dla świętego spokoju, ale podziałało.

Tak naprawdę nie dziwię mu się, że tak niechętnie do tego podchodził. Nie mogłam go pouczać, bo nie byłam w tej kwestii ani trochę lepsza. Unikałam lekarzy jak ognia, bo wydawało mi się, że i tak w niczym mi nie pomogą. W przychodni pojawiałam się w ostateczności, kiedy leczenie domowe nie przynosiło skutków i potrzebowałam recepty na antybiotyk. Kontrolnych badań nie robiłam nigdy, a jedynym lekarzem, u którego pojawiałam się regularnie był stomatolog.

Niestety, takie podejście wyniosłam z domu. Mimo tego, że mam wspaniałą rodzinę, to najbliższe mi osoby chodziły do lekarza tylko wtedy, kiedy naprawdę bolało. Nigdy profilaktycznie. Zgodnie z zasadą, że lepiej się nie badać, bo jeszcze coś wyjdzie.

Mój chłopak miał podobne spojrzenie. Z tą różnicą, że dopóki wyczynowo pływał, badania miał wykonywane rutynowo. Ale z własnej woli nie latał do lekarza. Na pewno przyczyniał się do tego fakt, że Andrzej zawsze był okazem zdrowia i praktycznie nic mu nie dolegało. Poza tym był młody i wysportowany, a to jeszcze bardziej usypiało czujność.

Niestety, tego zimowego dnia, kiedy poszedł do lekarza, nie usłyszał tego, czego się spodziewał – czyli, że rozwija mu się zapalenie płuc. Padła diagnoza, której każdy w duchu boi się najbardziej – nowotwór. Po dokładniejszych badaniach okazało się, że to bardzo rzadki i agresywny typ chłoniaka (czyli nowotworu układu limfatycznego). Choroba wymagała ciężkiego leczenia, które trwało prawie rok, a następnie przeszczepu szpiku kostnego od dawcy.

Teraz Andrzej jest już w domu, regeneruje się i nabiera sił. Nie da się jedak ukryć, że ubiegły rok wywrócił nasze życie do góry nogami i zmienił spojrzenie na wiele rzeczy. Zmieniliśmy zdanie na temat służby zdrowia. Andrzej miał refundowane leczenie warte ponad milion złotych i spotkał na swojej drodze wspaniałych ludzi, którzy pracowali z wielkim zaangażowaniem, żeby przywrócić mu zdrowie.

Ja nabrałam zaufania do lekarzy i zupełnie zmieniłam podejście do badań kontrolnych. Pokonałam swój opór (bo wiadomo, że im dłużej z czymś zwlekamy, tym jest to trudniejsze) i wykonałam wszystkie zaległe badania. W tym morfologię, której nie robiłam wcześniej przez 10 lat…

Nasze zdrowie leży w naszych rękach. Jeśli my o nie nie zadbamy, nikt inny nie zrobi tego za nas.

Zdrowie to najcenniejsza rzecz, bez której nic innego nie ma znaczenia. Brzmi jak banał, ale spędziłam 10 miesięcy jako osoba towarzysząca w szpitalu onkologicznym i wiem, co mówię. Tam nie ma znaczenia, kim jesteś i ile masz na koncie. W obliczu choroby wszyscy są równi i mają jedno marzenie – by móc stamtąd wyjść i wrócić do normalnego życia.

Czy gdyby mój chłopak regularnie się badał, to chorobę udałoby się wykryć wcześniej? W jego przypadku nie jest to powiedziane, bo chłoniak, którego miał, mógł rozwinąć się nawet w ciągu miesiąca czy dwóch. Jest to wciąż bardzo mało poznane schorzenie. Ale pewnie gdyby nie zwlekał z pójściem do lekarza, oszczędziłoby nam to stresu, bo w momencie diagnozy guz w klatce piersiowej był tak duży, że bezpośrednio zagrażał jego życiu.

Istnieje jednak wiele nowotworów, których wczesne wykrycie zależy właśnie od regularnych badań.  Należą do nich między innymi kobiece schorzenia, jak rak piersi czy szyjki macicy – tyle się o nich mówi, są nawet darmowe akcje badań, a wiele kobiet wciąż się nie kontroluje.

Chodzi też o czujność i nie bagatelizowanie objawów. W szpitalu spotkałam osoby, które na przykład długo chodziły z powiększonymi węzłami chłonnymi (częsty objaw chłoniaka) myśląc, że to nic poważnego.

Nasze zdrowie leży w naszych rękach. Jeśli my o nie nie zadbamy, nikt inny nie zrobi tego za nas. Dlatego gorąco zachęcam Was do tego, żeby badania kontrolne traktować tak samo poważnie, jak traktujemy inne zobowiązania w życiu. Wpisać do kalendarza i przestrzegać jak terminów najważniejszych spotkań. Jeśli nie jesteście pewni, które badania powinno się wykonywać regularnie i jak często to robić, portal Zwrotnik Raka przygotował bardzo przydatny kalendarz – na pewno rozwieje wszelkie wątpliwości.

I pamiętajcie – nikt nie jest za młody, żeby zachorować. Spotkałam wielu ludzi w wieku dwudziestu- i trzydziestuparu lat, którzy całe życie byli zdrowi, a jednak wylądowali na tym oddziale. Wiele z tych historii skończyło się szczęśliwie. Obecnie rak to nie jest wyrok – to choroba, którą często da się wyleczyć. Dlatego nie wolno bać się chodzić do lekarza.

Mam nadzieję, że jeśli czytasz tego posta i masz na sumieniu jakieś zaległe badania, to zarezerwujesz termin jeszcze dzisiaj. Bo to świetne uczucie, żeby dowiedzieć się, że wszystko jest w porządku, prawda? Tego Ci z całego serca życzę.

badania

Może Cię też zainteresować

Brak komentarzy

    Napisz komentarz