Jak przestać farbować włosy? Moja historia.

asia-gluchowska

Jak przestać farbować włosy? Zadawałam sobie to pytanie przez dobrych kilka lat, ale dopiero niedawno udało mi się wprowadzić postanowienie w czyn. Dlaczego było to takie trudne? Jak udało mi się wreszcie zrezygnować z farbowania? Na te pytania odpowiem w dzisiejszym wpisie. Jeśli chciałybyście zaprzestać farbowania, ale ciągle do tego wracacie – zapraszam do czytania.

Farbowanie włosów – większość z nas przynajmniej raz w życiu chce zobaczyć, jak będzie wyglądać w innym kolorze włosów. Dla wielu kobiet jest to jeden z najbardziej podstawowych zabiegów mający na celu „poprawienie” urody. Comiesięczne wizyty u fryzjera lub nakładanie farby w domu traktują na równi z pielęgnacją twarzy czy dbaniem o paznokcie. Ja też przez długi czas byłam jedną z tych kobiet, ale cieszę się, że wróciłam do naturalnego koloru. Absolutnie nie uważam, że jest coś złego w farbowaniu włosów – każda z nas wie, co jest dla niej najlepsze. Nie będę nikogo przekonywać, że natura wie lepiej i tak dalej, bo sama znam różne przypadki.

Z drugiej strony, jest sporo osób, które farbują włosy przez jakiś czas (albo nawet jednorazowo), ale potem decydują, że wolą swój naturalny kolor. Wtedy zaczynają się komplikacje, bo o ile pofarbowanie włosów jest bardzo proste, o tyle powrót do „natury” to już dłuższy proces (w zależności od długości włosów, może trwać nawet do kilku lat).


Farbowanie włosów – jak to było ze mną?


Jak większość młodych dziewczyn, miałam tendencję do ciągłego wynajdowania rzeczy, które mogłabym w sobie poprawić. W trzeciej klasie liceum uwzięłam się na mój kolor włosów. Wydawało mi się, że jest zbyt mało wyrazisty – nie mogłam jednoznacznie zakwalifikować siebie ani do brunetek, ani do blondynek. Taki zwykły, powszechny jasny brąz – dla mnie mysi.

Pewnego dnia w moje ręce wpadła farba o kuszącej nazwie „gorąca czekolada” i w niecałe pół godziny zrobiłam z siebie brunetkę. Patrząc wstecz, ten kolor zupełnie mi nie pasował, ale na szczęście była to zmywalna farba, więc nie wyrządziła mi dużo szkody (chociaż prawdą jest, że one NIGDY nie zmywają się w całości). W każdym razie nie było bardzo widocznych odrostów i tak „bawiłam” się kolorami przez około rok.

farbowanie-nieudane

Tutaj stare zdjęcie z mojej karty miejskiej. Fotograf poleciał trochę z obróbką, ale i tak BYŁO ŹLE. Włosy wyglądają jak doklejone.

Po pewnym czasie doszłam do wniosku, że mam dość koloru wypłukującego się po tygodniu czy dwóch. Bez większego zastanowienia sięgnęłam po trwałą koloryzację. Byłam tak naiwna, że myślałam, że gdy mi się odwidzi, mogę ją „zmyć” specjalnym produktem i „odsłonić” mój naturalny kolor. Tak, wiem – ale człowiek uczy się przecież na błędach. Patrząc na włosy modelki na opakowaniu (kolejny podstawowy błąd) wybrałam średnio intensywny brąz. Ku mojej rozpaczy, okazał się prawie czarnym, z miedzianą poświatą – wyglądałam, jakbym założyła tanią perukę. Nie da się opisać, jak bardzo te włosy mi nie pasowały.

Oczywiście szybko zdałam sobie sprawę z tej okropnej pomyłki. Znajomi i rodzina twierdzili, że postarzyło mnie to o dobre 5 lat i wszyscy pytali, czy da się to jakoś odkręcić. Chociaż zawsze kieruję się swoim zdaniem, to w tym przypadku, patrząc codziennie w lustro zadawałam sobie to samo pytanie – jak się pozbyć tego paskudztwa. Po miesiącu wyglądania jak stała bywalczyni praskiej dyskoteki zdecydowałam się na radykalne rozwiązanie – dekoloryzację. Oczywiście w domu, bo wstydziłam się pokazać w tych włosach mojej fryzjerce. Kolor wyszedł pomarańczowy, ale dla mnie i tak był lepszy, niż czarny.

 

W ten sposób rozpoczęło się 6 lat mojej walki z włosami. Miesiąc w miesiąc nakładałam kolejne farby, żeby ukryć pomarańczową poświatę. Żeby nie było, że od razu nauczyłam się na błędach – jeszcze ze dwa razy zrobiłam z siebie „czarną mambę”. Włosy były w coraz gorszej kondycji, a ja nigdy nie byłam zadowolona z ich koloru.


Dlaczego zdecydowałam się przestać farbować włosy?


Stwierdziłam, że minęło łącznie 7 lat, a ja już nawet nie pamiętałam, jaki był mój naturalny kolor włosów. Coraz bardziej upewniałam się w tym, że był to kolor, który naprawdę mi pasował. Ładnie podkreślał niebieskie oczy, a jednocześnie pasował do ciemnych brwi i rzęs. Za wszelką cenę chciałam znów się w nim zobaczyć.

Równie mocno przesądziła kondycja moich włosów. Są naturalnie cienkie i po tylu latach farbowania były w fatalnym stanie. Przesuszone, nieprzyjemne w dotyku, bez grama blasku. Wypadały na potęgę – codziennie wyjmowałam z umywalki całą garść. Zdałam sobie sprawę, że jeśli nie dam im odpocząć, za chwilę nie będę ich miała.

Poza tym, co tu dużo mówić – farbowanie włosów jest kosztowne (nawet wtedy, gdy się to robi w domu) i zajmuje dużo czasu. Przy naturalnych włosach nie trzeba martwić się odrostami czy wypłukanym kolorem, a pielęgnacja nie jest tak wymagająca.

Więc decyzja została podjęta – a co z realizacją?


Jak przestać farbować włosy?


Pomyślałam, że przedstawię to Wam w formie kilku porad – takich, które rzeczywiście mi pomogły.

1. Przygotowanie

refleksy-wlosy

Włosy z refleksami – krótko po farbowaniu.

Jeśli chodzi o powrót do naturalnego koloru, jest pewna prawda, której przez długi czas nie chciałam zaakceptować – włosy muszą po prostu odrosnąć. Trwa to długo i jest frustrujące, bo nie da się uniknąć kilku różnych kolorów na głowie przez jakiś czas. Musimy zaakceptować, że przez dłuższy okres – min. rok, włosy nie będą wyglądać pięknie. Na początku liczyłam, że da się pofarbować włosy na kolor maksymalnie zbliżony do naturalnego, żeby sprawić, żeby to przejście było płynne. Nie jest to do końca możliwe, bo po pierwsze kolory farb są zwykle bardziej intensywne od naturalnych, a po drugie niestety się wypłukują, więc po miesiącu czy dwóch ta różnica i tak będzie zauważalna.

Czy można temu jakoś zaradzić? Ja zdecydowałam się na pofarbowanie włosów na chłodny brąz (zbliżony do mojego), a następnie wykonanie jaśniejszych refleksów. Wszystko oczywiście w salonie, bo sama nie dałabym sobie z tym rady. Refleksy zaczynały się na samej górze, dzięki czemu linia „odrostu” była niewidoczna. Kolor oczywiście się różnił, ale przejście było nieregularne i wyglądało dosyć naturalnie.

Wiadomo, po kilku miesiącach farba się wypłukała i powrócił lekki odcień nielubianej przeze mnie pomarańczy, ale przez brak wyraźnych odrostów było to do zniesienia.

Naprawdę polecam takie rozwiązanie – pomaga przetrwać tę najgorszą, pierwszą fazę, kiedy mamy ochotę lecieć do fryzjera albo po farbę. Jest to szczególnie przydatne, jeśli nasz naturalny kolor znacznie różni się od tego, na który się farbowałyśmy. W końcu blondynka z czarnymi odrostami to niezbyt estetyczny widok – zresztą tak samo kiepsko wygląda to w drugą stronę.

2. Pielęgnacja

farbowane-wlosy

Włosy w trakcie odrastania – kolor się odznaczał, ale nie było wyraźnej linii odrostu.

Ok, więc mamy bazę, teraz czas na najtrudniejszą część – czekanie, aż włosy odrosną. W zależności od ich długości, zwykle jest to okres od kilku miesięcy do około trzech lat. Nie ma lekko. Czy możemy zrobić coś, żeby łatwiej to „przetrzymać”? Mnie na pewno pomogła sumienna pielęgnacja, bo zadbane włosy zawsze wyglądają o niebo lepiej, nawet, jeśli kolor nie jest piękny.

Podstawą mojej pielęgnacji były (i nadal są) naturalny szampon i odżywka marki L’Orient (więcej pisałam o nich tutaj). Dodatkowo stosowałam olej kokosowy jako maskę na suche włosy na ok. pół godziny (później normalnie je myłam). Zrezygnowałam całkowicie z używania lokówki, a po suszarkę sięgałam jedynie w razie konieczności. Kupiłam też grzebień z szeroko rozstawionymi zębami, żeby czesząc mokre włosy wyrywać ich jak najmniej. Nie brałam żadnych suplementów, ale starałam się, żeby w mojej diecie było (jeszcze) więcej awokado i ryb. Po kilku miesiącach zauważyłam, że włosy się wzmocniły.

3. Cięcie!

Z natury jestem bardzo niecierpliwa, więc największą męczarnią było dla mnie czekanie, aż włosy odrosną. Kiedy po roku i czterech miesiącach bez farbowania mój kolor stał się dominujący na głowie, wybrałam się do fryzjera i ścięłam włosy o dobre 15-20 cm. Dzięki temu praktycznie całe włosy mam już w swoim kolorze – z wyjątkiem końcówek, które są jaśniejsze, ale to akurat mi się podoba. Ta decyzja nie była dla mnie trudna, bo od dawna chciałam zobaczyć siebie w krótszych włosach. Poza tym nabrały objętości i wyglądają na o wiele mocniejsze.

Dzisiaj zastanawiam się, dlaczego mój naturalny kolor tak bardzo mi się kiedyś nie podobał. Pokazuje to tylko, jak nasze upodobania zmieniają się z czasem. Nigdy nie byłam tak zadowolona ze swoich włosów, jak teraz. W moim przypadku natura okazała się wiedzieć lepiej, a w dodatku chyba mnie odmłodziła, bo ostatnio ciągle pytają mnie o dowód 😀 W każdym razie, w najbliższym czasie na pewno nie chcę wracać do farbowania.

asia-gluchowska

Może Cię też zainteresować

Brak komentarzy

    Napisz komentarz